Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
- Cholera. Ładne to.
Zrywam pojedynczą gałązkę, przytykam do nosa i wciągam z całych sił powietrze. Nie czuję zapachu, nie ma go, po prostu, te kwiaty akurat nie pachną.
Patrzy na moje dłonie, przygląda im się, lustruje wzrokiem. Po chwili zwraca jednak swoje oczy na chwasty, które wyraźnie jej zawadzają. Sięga swoją dłonią przed siebie by je wyrwać, pozbawić życia, odrzucić gdzieś na bok. 
- Zerwij ile chcesz. Weź trochę dla mamy, wstawi do jednego ze swoich wazonów. - Siłuje się ze szkodnikiem, on wyraźnie nie chce dać się pokonać, nie chce wyjść z ziemi. - Też mi się podobają, są przepiękne, takie... Niewinne. - Mówi, a chwast łaskawie łamie swą wolę przetrwania i wychodzi, razem z korzeniami.
Zastanawia się chwilę co począć dalej z rośliną, którą dzierży w dłoni. W końcu odrzuca ją na bok i szuka swoimi oczyma następnego ochotnika do pozbawienia życia.
- Zerwałam je kilka dni temu. Kilka gałązek, zupełnie jak ty teraz - Marszczy czoło, dostrzegła kolejny obiekt do likwidacji. - Ale wiesz, nie przetrwały długo. Postały w wodzie kilka dni. - Zamiera w bezruchu. Marszczy czoło. - Przeminęły.
Zwraca swoją twarz w stronę mojej, wciąż jednak nachylając się gdzieś przy ziemi, dłońmi błądząc wśród brązowych bruzd w poszukiwaniu czegoś, czego chciałaby się pozbyć. 
Patrzy mi prosto w oczy. Widzę tę zieleń, taką oliwkową, taką wyjątkową, bo z brązowymi obwódkami wokół źrenic. Taką wyjątkową, bo zieleń jakby zaczerpnięta z oliwek, a brąz jakby z ciemnego piwa w moim ulubionym pubie. Co ona widzi? Jak dużo wie? Dlaczego nagle odwraca wzrok w stronę swoich stóp?
- Wszystko przemija. 
A ja czuję, że coś we mnie umiera.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl